sobota, 22 listopada 2008

Wybory do Dumy Rosja 2007 cz. 2

1. Wstęp. Sytuacja polityczna w Rosji przed wyborami do Dumy Państwowej

Współczesna Rosja jest państwem, które na początku lat 90. XX wieku przeszło transformację ustrojową od komunizmu do, oficjalnie rzecz nazywając, demokracji. Demokracja rosyjska wciąż boryka się z wieloma problemami natury politycznej, ekonomicznej, kulturowej, społecznej czy historycznej. Wydawać by się mogło jednak, iż gdy naród raz wstąpi na skądinąd niełatwą ścieżkę demokratyzacji i zdobywania praw i wolności obywatelskich, nie pozwoli na zawrócenie z obranej drogi, widząc zyski i żywiąc nadzieję na dalsze korzyści. Czyżby więc Rosjanie ugięli się pod wagą i skalą problemów? Czyżby uznali, że korzystniej jednak będzie zrezygnować z samodzielności na rzecz samodzierżawia władcy? Czy wynik ostatnich wyborów odzwierciedla taki stan rzeczy? Jak ocenić tę kampanię wyborczą i rezultaty wyborów? To opracowanie ma na celu przybliżenie odpowiedzi na te i podobne pytania, które zadawało sobie wielu ludzi – nie tylko w Rosji, ale również poza jej granicami – w czasie listopadowej kampanii wyborczej do Dumy Państwowej w 2007 roku.
Równie ważne jak czas kampanii wyborczej są lata bezpośrednio ją poprzedzające. Warto przedstawić pokrótce sytuację polityczną w Rosji i wydarzenia, które miały wpływ na wynik grudniowych wyborów parlamentarnych. Ważkim jest również fakt, że wybory parlamentarne odbywały się tuż przed przewidzianą na 2 marca 2008 roku elekcją prezydenta.
Jakkolwiek Federacja Rosyjska jest oficjalnie krajem o semiprezydenckim systemie rządów, to nietrudno zauważyć, iż w Rosji władza należy do prezydenta. Parlament i premier (władza ustawodawcza) oraz władza sądownicza są bezpośrednio, bądź pośrednio zależne od prezydenta. Również tzw. „czwarta władza”, czyli media (także te niezależne) są kontrolowane przez Kreml – to jest prezydenta i jego najbliższe otoczenie (wierchuszka władzy) . Warto zauważyć, iż podobnie jest z „rządem dusz” sprawowanym przez Cerkiew prawosławną najpierw za pozwoleniem prezydenta, a następnie błogosławieństwem patriarchy Konstantynopola.
Dobrym pytaniem będzie czy istnieją w Rosji ludzie, którzy nie należą do prezydenckiej koterii, lub nie czerpią przywilejów za swoją spolegliwość wobec prezydenta? Owszem są tacy, ale jest ich coraz mniej – mocno zwalczani przez prezydenta i jego zwolenników. Ludzie ci często należeli do środowisk „nieposłusznej” oligarchii, bądź organizacji pozarządowych. Byli wystarczająco bogaci, aby oprzeć się próbom skorumpowania. Byli dość odważni, by mieć własne poglądy i pomysły na politykę, gospodarkę, sytuację społeczną w Rosji. Dlaczego byli? Dlatego, że obecnie w Rosji się ich nie spotyka – większość z nich została zmuszona w latach 2000-2005 przez prezydenta Putina do wyjazdu z kraju. Obawa przed aresztowaniem i może nawet uczciwym, lecz długim procesem była i jest realna. Jeżeli nawet jacyś dysydenci pozostali w kraju to odsiadują wyroki w więzieniach i nie mają żadnego wpływu na politykę rosyjską. Najlepszym tego przykładem jest Michaił Chodorkowski, współwłaściciel koncernu naftowego Jukos i wieloletni krytyk polityki prezydenta Putina. Chodorkowski, wespół z przyjacielem Płatonem Lebiediewiem odsiaduje wyrok ośmiu lat więzienia. Warto zapytać, co dzieje się z opozycją parlamentarną? Wpływ tego rodzaju opozycji na życie polityczne kraju jest konsekwentnie marginalizowany lub negowany. Środowiska opozycyjne są systematycznie niszczone wedle starej zasady: „dziel i rządź”.
Lata 2006-2007 były czasem wzmożonej walki o względy i poparcie Putina pomiędzy dwiema nieformalnymi ugrupowaniami, tj. „liberałami” i „betonem partyjnym” należącymi do „Jednej Rosji” (Единая Россия), partii popierającej Putina. Obie te grupy, za pośrednictwem własnego kandydata na prezydenta, pragną przejąć władzę po prezydenturze Putina, który zapowiedział, iż nie będzie zmieniał konstytucji ani ubiegał się o kolejną, trzecią kadencję. Sam Putin został liderem „Jednej Rosji” i wyznaczył swojego następcę, obecnego wicepremiera Dmitrija Miedwiediewa .
„Liberałowie” – urzędnicy administracyjni, technokraci i technolodzy polityczni pamiętający Borysa Jelcyna proponują utworzenie nowego systemu zbliżonego do komunistycznego, w którym „Jedna Rosja” pełniłaby funkcję KPZR, a Władimir Putin stojący na czele partii dalej rządziłby krajem przy nienaruszalnych granicach podziałów wpływów między „liberałami” a „betonem partyjnym”.
Z kolei przedstawiciele „betonu partyjnego” to głównie czynni, bądź byli członkowie aparatu bezpieczeństwa oraz wojskowi. Część z nich nadal funkcjonuje w resortach siłowych, część z powodzeniem prowadzi firmy, osiągając często zadziwiająco dobre wyniki finansowe. Proponują oni własnego kandydata na stanowisko prezydenta i nie chcą myśleć o dzieleniu się władzą z „liberałami”, którzy – według mniemania „bezpieki” – są odpowiedzialni za upadek ZSSR i co za tym idzie upadek, już niepotrzebnych, służb bezpieczeństwa narodowego.
Jaką przyszłość dla Rosji wybierze Putin? Dotychczas wypowiadał się dość ogólnikowo, jeśli nie sprzecznie. Raz mówił, iż upadek ZSSR „był największą katastrofą geopolityczną ubiegłego wieku” . Innym razem zapewniał, „że nie będzie żadnego odwrotu od demokracji, że jest za konkurencją w gospodarce, że chce, by Rosjanie czuli się wolni i żyli w wolnym kraju, bo tylko wtedy odniosą sukces, a kraj będzie mógł się rozwijać” . Podkreślił również, iż „przywiązanie do wartości demokratycznych jest podyktowane wolą naszego (tj. rosyjskiego) narodu i interesami strategicznymi Federacji Rosyjskiej” , dodając, że „żadnej zmiany kursu nie będzie” . Niniejsza praca stara się odpowiedzieć na ile te stwierdzenia znalazły odzwierciedlenie w hasłach kampanii wyborczej i w jaki sposób, jeśli w ogóle, wpłynęły na wyniki wyborów.

Brak komentarzy: